Inne artykuły:

Placówka

Godzina "W" w San Francisco

Wrześniowy Festiwal i koncert zespołu LOMBARD

świeca

Absolwenci

Cukierki

O palmach, barankach i zajączku

Pisanki

10 kwietnia 2011

Jubileusz

Jak dokonała się historia

Porucznik Francis Jan Jasiński

Doroczne zebranie EBPAA

przyjaciel

Moja, nie moja Zatoka ...

Niedziela 27 lutego 2011 roku, Martinez, Kalifornia

Kubuś

Tahoe Donner 29 stycznia 2011

Niby zwykła sobota

Czas

Instruktorska Wigilia

ostatni list do przyjaciela

Fajna zabawa

Polska Wigilia na krańcach świata

Koncert kolęd

Pierwsza zbiórka. Ostatnia zbiórka.

Piątkowy wieczór najlepiej spędzić w ... Paryżu

Dlaczego żołnierze płaczą...?

Święto wiecznie żywych

Dlaczego chcę być już dziadkiem

Chautauqua

Koniec długiej drogi i jeszcze jeden początek

Biwak w Arizonie

O wróbelku

Słowa uczą, czyny porywają

Claude Monet i nie tylko (a nawet dużo więcej)

Wiatr od Bugu

Spływ pontonowy 2010 - Magda Gosciscka

Lider

Kopernik nie miał racji...!

Niedziela czterech rocznic

Spotkanie z lordem Boden Powellem

Pozlotowe refleksje

Razem życie jest piękne

AKCJA KAZACHSTAN

Żagle z blachy

Zalakowana koperta

Kiełbasa, bigos i ...

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

O kapryśnej pogodzie i przylatującym księdzu

Wagon pierwszej klasy

Mojej Matce

Biało–czerwona nad San Francisco

20 tysięcy ludzi na dobę…

Smoleńsk

Wycieczka we mgle

Święconka

Wiersz na Zmartwychwstanie

Niedziela Palmowa

Sobota 27 marca 2010 roku, godzina 12:32 po południu

Dwie i pół godziny z hakiem ...

Piątek 5 marca 2010 roku

Niby kolejna niedziela

Z drugiej strony sceny

Kalifornijski Opłatek ZHP

Próba

Tuzin

Boże Ciało

35 rocznica powstania polskiej unii kredytowej Polam

Belka

Pierwszy maja 2009 roku

"poezja to mówiące malarstwo, a malarstwo - milcząca poezja"

35-lecie harcerstwa przy Szkole Języka Polskiego imienia Jana Pawła II w północnej Kalifornii.

Tahoe Donner 29 stycznia 2011 roku


autor zdjęć Adam Warda

     Siedzę sobie w przytulnym domku górskim, za oknem pięknie świeci znane mi z codziennych niemal odwiedzin - słońce, z kuchni dochodzą odgłosy krzątających się druhen i wspaniały zapach potraw. Nie wiem czy ktokolwiek byłby w stanie zliczyć, który to już z kolei biwak narciarski północno -kalifornijskiego harcerstwa. Na myśl przychodzi mi kilka ostatnich. Zamieć, która zatrzymała nas na autostradzie, łańcuchy zakładane na koła samochodów, mróz i zalegające wszędzie połacie śniegu. Przyjazd na miejsce wiele, wiele godzin po wyznaczonej godzinie. Ten jest inny. Ciepły, słoneczny i uroczy. Mimo to jest jednak taki sam jak wiele poprzednich. Znowu zjechała kilkudziesięcioosobowa grupa harcerskiej młodzieży, grona instruktorskiego i koła przyjaciół harcerstwa. Piątek aż do późnych godzin wieczornych był dniem powitań , wnoszenia nart i uśmiechów. Poranna sobotnia, pobudka z gimnastyką na śniegu to już niemal oczekiwana tradycja. To także dzień spotkania ze sniegiem, z nowymi przeżyciami, harcerskimi przyjaźniami. Po południu zaczyna się powrót przypieczonych - mimo zabezpieczających kremów - słońcem twarzy. Zmęczenie i uśmiech. Dawno już temu, młode żołądki strawiły przygotowane lunche. Pozostał tylko smak i głód. Okołó osiemnastej przyjeżdża ksiądz Sylwester Kwiatkowski, by w jednym pomieszczeniu z kuchnią, grupą kilkudziesięciu członków ZHP i rodziców przybyłych z sąsiedniego domu odprawić Mszę Świętą. Dziękujemy księże Sywesytrze; z głębi harcerskich serc. Po mszy czas na wspólne zdjęcie po; nim chwila ciszy i kolacja. Nie nie kolacja - uczta. Druhny Iwona i Irena przygotowały zupę pomidorową, ziemniaki i kaszę, zrazy, dewolaje, sałaty... Całe mnóstwo wspaniałóści. Tylko tu; tylko raz do roku. Żegnamy księdza Sylwestra, który po nocy musi wracać kilkadziesiąt mil, by następnego dnia rano wypełniać swe obowiązki proboszcza. Mamy tutaj rzeczywiście oddanych kapłanów (ks. hm. Stanisław Żak był tego samego dnia na pogrzebie jednego z pierwszych harcerzy 10DH)


autor zdjęć Adam Warda
    Senne przeżyciami i kolacją dzieci zasiadają do kominka. Płyną znane słowa piosenek. Za oknem zapadł zmrok. Przymykają się coniektóre oczy. Jeszcze tylko krąg, mycie i zapada cisza. Przypominają się ci, którzy już odeszli w dorosłość. Na myśl przychodzą druhny Krystyna i Beata, które przez wiele lat podtrzymywały tę tradycję zanim na nowo harcerstwo ogromnym płomieniem zabłysło na tym terenie. Tyle pokoleń wspaniałych, dumnych ze swego pochodzenia - Polaków.
    Jesteśmy wspaniałą grupą instruktorów, przyjaciół. Potrafimy się razem śmiać, dowcipkować i wypełniać postawione przed nami zadania. Mimo rozbieżności w ocenianiu niektórych wydarzeń w Polsce, czy choćby większego lub mniejszego zainteresowania bieżącymi sprawami, łączy nas jedno - jak najlepsze wychowanie polskiej młodzieży w kraju tak bardzo oddalonym od tego nad Wisłą. Wychowankowie harcerstwa tak jak i my, gdziekolwiek tylko rzuci ich los są dumni ze swej polskości. Wszyscy budujemy Polskę gdziekolwiek rzuci nas los.
    Niedzielny poranek przywiatał nam kilkunastocentymetrową warstwą śniegu. Było biało i puszyście. W ruch poszły łopaty i ... wyjaz z garażu znowu był przejezdny. Okołó dziesiątej zaczęli pojawiać się po swoje pociechy rodzice. Jeszcxze tylko ostatni rzut oka na wysprzątane pokoje i czas ruszać w kilkugodzinną drogę do domu. Za rok znowu zjedziemy się na nasze doroczne spotkanie ze śniegiem. Przedtem jednak czeka nas wiele innych harcerskich zajęć.



Zapraszamy.

CZUWAJ!

Druh Rysiek