Wrześniowy Festiwal i koncert zespołu LOMBARD
O palmach, barankach i zajączku
Porucznik Francis Jan Jasiński
Niedziela 27 lutego 2011 roku, Martinez, Kalifornia
Polska Wigilia na krańcach świata
Pierwsza zbiórka. Ostatnia zbiórka.
Piątkowy wieczór najlepiej spędzić w ... Paryżu
Dlaczego chcę być już dziadkiem
Koniec długiej drogi i jeszcze jeden początek
Claude Monet i nie tylko (a nawet dużo więcej)
Spływ pontonowy 2010 - Magda Gosciscka
Spotkanie z lordem Boden Powellem
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej
O kapryśnej pogodzie i przylatującym księdzu
Biało–czerwona nad San Francisco
Sobota 27 marca 2010 roku, godzina 12:32 po południu
Dwie i pół godziny z hakiem ...
35 rocznica powstania polskiej unii kredytowej Polam
"poezja to mówiące malarstwo, a malarstwo - milcząca poezja"
35-lecie harcerstwa przy Szkole Języka Polskiego imienia Jana Pawła II w północnej Kalifornii.

![]() Adam Kodzis |
![]() tancza Lowiczanie |
![]() w sklepie |
Otrzymana elektroniczną pocztą ulotka była barwna i przyciągająca wzrok. W piątek dnia 19 listopada 2010 roku, w godzinach wieczornych, zespół taneczny Łowiczanie zapraszał na smakowanie wina i serów; dalej podany był adres i bardzo przystępna cena. Zapowiadano ludowe występy taneczne utrzymane w kabaretowym stylu. Za oknem padał deszcz. Nudny program telewizyjny nie zachęcał do oglądania i to już nawet przed włączeniem telewizora. Wino i sery, a do tego pokaz tańców - kusiły. Ruszyliśmy. Na autostradzie przywitał nas niesamowity tłok. Omalże nie zrezygnowaliśmy z osiągnięcia celu podróży, ale w końcu, po dużo dłuższym od zakładanego czasie, dojechaliśmy na miejsce. Ruchliwa uliczka pełna życia, kawiarenek, młodości. Parasol chroni nas i przed kroplami deszczu i spadającym na nas - wypieszczonych ciepłem - z nieba chłodem (tak nam się przynajmniej wydawało). Poprzez witrynę sklepową widać pełen ludzi sklepik z winem i przysmakami. Część z nich ubrana w polskie stroje ludowe. W środku wita nas ciepło i gwar wielojęzycznych rozmów. Już za chwilę stoimy pośród tego przyjemnego tłoku z lampką wina w ręce, rozmawiając ze znajomymi, przyglądając się winom na półkach, sprawdzając co jest wystawione w cichej aukcji. Zaczyna grać muzyka. W rogu doprawdy nie wiem jaki, ale wspaniały taniec ludowy zaczyna tańczyć unosząc się nad podłogą samotna para. Znów rozmowy. Pojawia się tym razem kilka par. Ich widok wtłoczonych w róg pomieszczenia i dokonujących cudów - zapiera dech w piersiach. Po nich zaczyna śpiewać chór Łowiczanie z kilkoma bliskimi sercu kolędami. Uszy owiewa ich profesjonalizm. Mary Kay Stuvland jedna z dyrektorów zespołu prowadzi program. Zachęca do poparcia zespołu w jego dążeniu do przyszłorocznego wyjazdu do Polski. Mówi o planach na przyszłość o potrzebnych dotacjach na ten cel. To spotkanie dzisiaj - to jeden z punktów jego realizacji. Wspaniały pomysł !
Nie byłem nigdy przedtem na czymś podobnym w Paryżu, ale gdybym był to tak właśnie wyobrażałbym sobie to miejsce, wino, tańce i śpiew. Wczesnym wieczorem program się kończy. Uczestniczy rozpierzchają się do domów. Deszcz zarówno tutaj w położonym nad brzegiem zatoki San Francisco - uniwersyteckim miasteczku Berkeley, jak i w całej północnej Kaliforni, przyprawia o nostalgię. Lubię Łowiczan. Już wkrótce, dziewiątego grudnia odbędzie się doroczny, organizowany przez nich Koncert Kolęd. Wszystkich, którzy chcieliby ich wesprzeć, być może przenosić się w czasie i przestrzeni wraz z ich tańcami i śpiewem - zapraszam do odwiedzenia ich portalu:
www.polishfolk.org
Piątkowy wieczór najlepiej spędza się wraz z Łowiczanami w ... Paryżu.
Ryszard Urbaniak