
 o.Bartlomiej Ania i Zbyszek Pisanscy ks.Zak |
Wiosną 2009 roku, Naczelnitwo Związku Harcerstwa Polskiego działającego poza granicami kraju wraz z przewodniczącymi zarządów okręgów z różnych części świata udało się do Polski, na Jasną Górę, aby złożyć tam dziękczynne Wotum Matce Boskiej Częstochowskiej za opiekę w mijającym 100-leciu istnienia polskiego skautingu.
Oprócz tego, które tam pozostało na zawsze, poświęcono także inne, które rozjechały się do wszystkich krajów gdzie harcerstwo istnieje. Królowa naszego narodu jest wraz z nimi ambasadorem polskości pośród najdalszych zakątków świata.
Do Stanów Zjednoczonych przywiózł je harcmistrz Zbgniew Pisański. Podczas swej pelegrynacji pośród wielu polskich kościołów w Stanach Zjednoczonych modlono się przy nim i proszono o dalsze wsparcie. Pod koniec podróży przyszedł na czas na zasłużony odpoczynek.
Nie ma chyba bardziej odpowiedniego miejsca niż klasztor którym opiekują się wielce przychylni i Polsce, i Polakom, i polskiemu harcerstwu - ojcowie Paulini.
17 października 2010 o godzinie 10 rano wraz z harcerskimi sztandarami oraz reprezentacją instruktorów z Okręgu USA, Chorągwi Harcerek pod komendą hm.Kingi Rzyskiej oraz Chorągwi Harcerzy, tenże sam hm.Zbigniew Pisański wprowadził je do Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej znajdującej się w miejscowości Doylestown w Pensylwanii.
 Urbaniak o.Bartlomiej dh.Pisanski ks.Zak dh.Rzyska |
Mszę swiętą koncelerowali wspomniani powyżej Ojcowie Paulini wraz kapelanem Okręgu ZHP - ks. hm. Stanisławem żakiem. Jednym z koncelebrantów był także duszpasterz tamtego harcerswa druh, ojciec Bartłomiej Marciniak, który po dziesięciu latach swej służby harcerskiej wyraził gotowość pozostania harcerskim instruktorem. Na zakończenie bardzo wzruszającej mszy, poproszony przez ojców, harcmistrz Pisański powiedział zebranym w kościele, dlaczego tutaj jesteśmy, opowiedział o naszej służbie Bogu i Polsce, o szczególnej opiece Pani Jasnogórskiej, a następnie po odśpiewaniu modlitwy harcerskiej, przekazał wotum Ojcowi Bartłomiejowi. Zawiśnie ono na szczególnym miejscu, w głównym kościele, na kolumnie tuż obok ołtarza. Świadkami tego niecodziennego wydarzenia byli i kilkunastoletni wędrownicy i doświadczone w harcerskiej służbie instruktorskie grono. Jedna harcerska rodzina. Wyprowadzono sztandary. Zrobiono całą masę okolicznościowych zdjęć. Kilkudziesięcioosobowa grupa uczestników udała się na posiłek. Muszę w tym miejscu wspomnieć o niebywałe przyjźni ojców Paulinów, którzy nie dość, że zawsze do tej pory byli nam bliscy, to być może i w przyszłości pomogą nam jeszcze bardziej... nie chcę jednak jeszcze uprzedzać faktów. Czy to nasze stulecie, czy nasza opiekunka - Matka Boska sprawiły, że jeszcze jeden z nich chciałby w przyszłym roku na swoje 25-lecie ślubów złożyć harcerskie przyrzeczenie i przywdziać harcerski mundur. Miło czuć poparcie dla naszego ruchu pośród zacnych i nietuzinkowych ludzi.
 uczestnicty o.Bartlomiej i dh.Zbyszek |
Wczesnym popołudniem w orginalnym, drewnianym kościółku, który zapoczątkował powstanie Amerykańskiej Częstochowy, spotkaliśmy się po raz kolejny. Pośród zapierającj dech w piersiach ciszy, patrzyły na nas powieszone na tablicy krzyże harcerkie tych, którzy już odeszli na wieczną wartę. Za nich oraz za ponad stupięćdziesięciu innych zasłużonych dla harcerstwa w Stanach Zjednoczonych, których nazwiska wyczytywano jedo po drugim, oraz którym zapalano świeczki - rozpoczęło się zapoczątkowane przez ojca Bartłomieja , a prowadzone przez księdza Stanisława - nabożeństwo. Oprócz wyczytanych, modliliśmy się także za wszystkich, których nazwisk nie byliśmy w stanie przytoczyć.
Atmosfera spotkania była doprawdy niesamowita. Za oknem towarzyszyła nam piękna, słoneczna, październikowa pogoda. W środku pośród drgających ogni zniczy, sala wypelniła się stuletnią historią.
Wracając w harcerskich mundurach przez cmentarz, na kominek w głównym budynku, czułem obecność wszystkich tych, którzy szli tuż obok i którzy mogli być z nami już tylko duchem i powiewem wiatru.
Rozpoczął się przygotowny przez hm.Barbarę Chałko, kominek. Przeszliśmy w ciągu jego kilkudziesięciominutowego programu przez historię. Byliśmy w II Rzeczypospolitej, w płonącej Warszawie, kładliśmy podwaliny harcerstwa na uchodżctwie. Była też z nami na kolejne setki lat Matka Boska.
Harcerski krąg i “idzie noc…" zakończyła tę uroczystość.
Udając się późnym popołudniem na lotnisko raz jeszcze obejrzałem się na pozostawione za plecami białe mury sanktuarium i chyba tylko mi się wydawało, ale pośród cieni nadchodzącej chmury na samym szczycie wieży stała uśmiechająca się do odjeżdżających postać w harcerskim mundurze jakże podobna do tej z naszego wotum…
Dobrze będzie Maryji pośród tego najbardziej polskiego z polskich miejsc na obczyźnie, pośród murów Amerykańskiej Częstochowy, pośród braci i ojców Paulinów. Im i wszystkim innym dziękuję naszym harcerskim -
CZUWAJ!
Ryszard Urbaniak, hm