To prawda, że wiele (jako gatunek) osiągnęliśmy, potrafimy wyhodować na ziemi tyle żywności, aby zaspokoić potrzeby szybko wzrastającej liczby ludności (ok. 7 mld), budować wspaniałe miasta, statki, samoloty, promy kosmiczne, nawadniać pustynie, nawet lądować na innych planetach. Jesteśmy potężni. Jednak czasem pokorniejemy, kiedy bez litości uderzy tsunami, wybuchnie piekielny wulkan, rozdziera (jak Rejtan) swoje szaty ziemia, czy tornado w ciągu 15 minut zamienia w gruzy mozolnie przez laty budowane miasta i osady. Kim wiec jesteśmy, skąd przychodzimy i dokąd idziemy?
Po pierwsze spójrzmy na historie człowieka w perspektywie historii ziemi, (czy geologii), która opiewa na ok. 4 mld lat i śmiało można powiedzieć, że jest planetą " po przejściach". Rozumując w kategoriach archeologii możemy się "dokopać" do ok. 6-10 tys. lat naszej historii, co nie znaczy, że nie odkrywamy wcześniejszych świadectw materialnej kultury człowieka.
Będąc jednym ze "stworzeń" ziemi, używając rak i zmysłów, człowiek oddziaływał na swoje środowisko naturalne (będąc jednocześnie przez nie stymulowanym) i podobnie jak inne stworzenia współzawodniczył w zdobywaniu żywności i zaspokajaniu swoich naturalnych potrzeb. Ta interakcja z otoczeniem w walce o przeżycie rozwijała rozmaite zdolności adaptacyjne organizując z konieczności rodzinę, grupę czy plemię prowadząc przez doraźne sojusze do tworzenia pierwszych form państwowych.
Jak różni jesteśmy od tego superdalekiego przodka? Czy jesteśmy tak diametralnie różni, że to pytanie jest zupełnie nie na miejscu? A może tak naprawdę jesteśmy bardzo podobni. Przecież nasze potrzeby są bez mała identyczne, rodzimy się też z tymi samymi instynktami i potrzebami, rodzimy się tak samo bezradni i bezbronni, wymagający pomocy i opieki. Człowiek nie zmienił się biologicznie, ale ewaluował społecznie zdobywając nowe nawyki konieczne do przeżycia w zmieniających się warunkach.
Różnimy się jedynie poziomem dziedzictwa wiedzy, kultury i technologii osiągniętym przez naszych rodziców/opiekunów i na tym postumencie ich dorobku rodzimy się my i to jest główny wyróżnik kontrastujący nas z ludźmi z innych wieków. Czyli jesteśmy dziedzicami wysiłków i osiągnięć przodków i teoretycznie powinniśmy (a przynajmniej mamy potencjalną szanse) być mądrzejsi od Arystotelesa, Kopernika, da Vinci czy Einsteina. Wszakże możemy zapoznać się z ich dorobkiem i z dorobkiem ich krytyków oraz kontynuatorów.
GEOGRAFIA - DOSTĘP DO WODY
Życie jako takie wzięło się z wody, człowiek rozwinął swoje pierwsze cywilizacje w dorzeczu żyznych rzek: Nil/Egipt, Indus-Ganges/India, Żółta Rzeka/Chiny, Tygrys-Eufrat/Sumeria, Babilon, czy nasza Wisła. Następnym etapem przez ok. 2tys. lat, była większa woda- Morze Śródziemne, gdzie najpierw Grecy, później Rzymianie, następnie muzułmanie tworzyli wielkie cywilizacje i potężne państwa obsługujące handel i szeroko rozumiane pośrednictwo. Wszystko to upadło, gdy Kolumb i spółka wypłynęli na jeszcze większe wody i wtedy Włochy prawie przestały istnieć, a potęgami stały się narody atlantyckie (jak Anglia, Hiszpania, Francja czy Holandia) o wydatnej linii brzegowej. Następnym obserwowalnym etapem było zastosowanie samolotu i mechanizacji, co na przykład w obliczu wybuchających często wojen (jakże stymulujących wszelkiego rodzaju wynalazki) wzmocniło i wzmacnia role państw o dużych zasobach ludzkich (USA, Rosja, Chiny, Brazylia), oraz o dużych zasobach bogactw naturalnych.
BIOLOGIA
Jako jedno ze stworzeń, któremu się chyba najbardziej powiodło, mamy prawdopodobnie podobną sytuację w naszej zabieganej rzeczywistości, jak mrówki w swoim środowisku, ciągle coś z zapałem projektując, rozpoznając, klasyfikując i transportując, aby społeczność nowym wymyślonym projektem zadziwić, spełniając swoje i jej potrzeby. Ale biologia bywa okrutna (kiedy np. brakuje pożywienia) i obiektywnie głucha na nasze wartości i cele. Preferuje zdecydowanie tych, którzy się potrafią dostosować i bujnie rozmnażać. Oni zwyciężają w konkurencji o przetrwanie. W 59 r. p.n.e. Juliusz Cezar martwiąc się niskim przyrostem naturalnym, promował i nagradzał wielodzietność Rzymian. Zabronił bezdzietnym kobietom noszenia biżuterii oraz pozbawił prawa do bycia noszoną w lektyce (40 lat później powtórzył to zarządzenie Augustus). Ale stało się i staje się inaczej. Historia kpi sobie w najlepsze z naszych usiłowań. Przyszłość należy do liczniejszego potomstwa ludzi zwykle gorzej wykształconych z niższych stanów. Jedna z tez o upadku Rzymu mówi, że nadprodukcja ludności z niższych stanów i mniejszości narodowych, spowodowała mniejszy opór wobec korupcji i niekompetencji w państwie oraz zaniedbań obronnych zabezpieczających przed narastającą fala ataków ze strony barbarzyńców, czyli chodziło wyraźnie o jakość kontynuatorów.
TOŻSAMOŚĆ
A my jesteśmy dalej egoistyczni, zachłannie gromadzący dobra, nie wiedząc nawet, że używamy programu zakodowanego jeszcze przez naszych superprzodkow (z czasów, kiedy nikt jeszcze nie słyszał o "kuroniowce"), oni musieli walczyć o następny posiłek i ten kod płynie ciągle w naszych żyłach. Współpracujemy w ramach rodziny, grupy, państwa, konkurując z innymi, czasem o względy kobiety, a czasem w formie wojny z innymi państwami. Dlatego ważna jest nasza tożsamość, ciągłość identyfikacji z wartościami reprezentowanymi przez naszych przodków i zdeponowanych, świadomie czy nie, na naszych ramionach w chwili urodzenia.
Musimy pamiętać, że nie wszystkie wartości i wypracowujące je narody przeżywają próbę historii, w której pełno jest przykładów upadku państw i narodów i podporządkowania ich silniejszym, świadomym swoich wartości i historycznej misji.
Nadzieją jest to, że my Polacy jesteśmy indywidualistami kochającymi wolność. W dzisiejszym świecie obserwujemy szeroki, potężny trend walczący o równość, która zawsze była śmiertelnym wrogiem wolności (patrz Rosja Sowiecka). Po przejściu choroby komunizmu powinniśmy umieć rozpoznawać to niebezpieczeństwo. Z drugiej strony tę chorobę równości (wychowani w komunizmie) nosimy w sobie, wiec musimy mieć się na baczności. Tylko ludzie poniżej przeciętnej i słabi domagają się równości (no i reprezentujący ich utopijni/sprytni inżynierowie społeczni), pozostali zawsze wybiorą wolność. Zamiast wyrównywać szanse w dół, stworzyć szanse dla konkurencji aby każdy chciał osiągnąć jak najwięcej, będzie to z większym pożytkiem dla społeczeństwa i przyszłości.
Każda cywilizacja, kultura jest ogniwem łańcucha historii, który jest jednością. Składają się na niego przenikające się nawzajem ślady poprzednich kultur. Dlatego dorastając, dojrzewając do swojego miejsca w szeregu pokoleń, aby uchwycić, przejąć swój zbiorowy obowiązek dbania o losy spuścizny swojej rodziny, ojczyzny bądźmy odpowiedzialni. Bądźmy też pewni, że nikt za nas tego zadania nie wykona, nikt nas w szeregu nie zastąpi. Więc, nie podejmując się tego obowiązku kontynuacji, faktycznie dezerterujemy z szeregów pod takim czy innym pretekstem. Oczywiście przez to oddajemy pole innym, którym przyświecają ich własne cele (patrz muzułmanie w zach. Europie), oparte na ich wartościach, które mogą być sprzeczne z naszymi. To oni przekują twoje ogniwo (twoją szansę) w swój łańcuch, ty kiedyś obudzisz się Nigdzie, jeśli w ogóle się rozbudzisz...
Wcale nie myślę, że izolowanie się od wpływów świata zewnętrznego jest możliwe, szczególnie w sytuacji otwartej Europy i polskiej migracji. Chodzi o to, aby odbijając od polskiego brzegu, nie porzucać go, ale wracając (duchem i ciałem) ze swoimi doświadczeniami, osiągnięciami wzbogacać polskie tradycje, doskonalić jego duchową i materialną substancję, czyniąc życie swoich ziomków lepszym.
Nie zapominaj, że nasz charakter narodowy, tradycje, kultura były kształtowane przez całe wieki, były docierane i szlifowane (nawet przez naszych wrogów) jak szlachetne kamienie i nie próbuj ich czasem zamienić na jakieś kolorowe, świecące paciorki (wspomnij los Indian). Teraz twoja kolej - złożono je u twoich stop. Wielu młodych (i nie tylko) ludzi, zwłaszcza rzuconych w inny niecierpliwy świat, pełen wymyślonych nerwowo i pospiesznie reguł gry, obliczonych na sukces "tu i teraz", nawet nie chce zatrzymać się koło wartości starego świata. Są oni jak wydmuszka, wielkanocne jajko, piękne na zewnątrz, ale puste we wnętrzu. Odpowiedz: co to za wartość?
Próba zapomnienia o własnej historii jest symptomem choroby schyłku cywilizacji. Nie oszukuj się. Nie możesz być Nikim z Nikąd i reprezentując Nic, rodzić owoce przyszłości, tworzyć lepsze jutro, kontynuować swój zbiorowy obowiązek. Ludzie jak drzewa (wszak jesteśmy częścią przyrody), jeśli nie maja głębokich korzeni zostaną zabrani w nieznaną podróż przez każdy silniejszy wiatr.
Czy przeszłość minęła bezpowrotnie i jest utracona, nie istotna wobec teraźniejszości? Oczywiście nie. Ileż setek milionów ludzi studiuje dziś Platona, Jezusa czy Kopernika. A przecież oni odeszli tak dawno i w okresie ich świetności ich idee były znane tylko w wąskich kręgach. Możemy śmiało powiedzieć, że oni teraz to naprawdę żyją i prosperują! Poznawajmy historie, która według Napoleona jest prawdziwą filozofią i psychologią człowieka. W przeciwieństwie do innych nauk, nie mówi nam jak człowiek może lub powinien się zachować, ale jak naprawdę się zachowywał przez ostatnie 6 tys. lat.
Teraźniejszość jest tylko punktem przejściowym odchodzącym nieprzerwanie na swoje miejsce w historii. Wszystko co jest teraz umiera. Żyje i pozostaje tylko historia. Ty sam jesteś historią, przez otrzymane wychowanie odziedziczone geny, religię i nauki jakie otrzymałeś w rodzinie i środowisku. Czyli jesteś kontynuacją. Układ kostny, blizny i schorzenia, które unikalnie ukształtowały twoja twarz, postać, charakter i osobowość. Jesteś chodzącą historią i tam też wylądujesz w szeregu przodków twoich dzieci i wnuków. Czyż w związku z tym, nie poświęcasz zbyt wiele czasu teraźniejszości, a zbyt niewiele przeszłości? Chodzi mi tylko o balans. Jeśli mi nie wierzysz sprawdź sam najlepiej na swoim zegarku jak teraźniejszość umiera. Zadaj sobie też pytanie jak możemy ocenić ważność zachodzących wydarzeń bez rozumienia ich historycznego kontekstu. Więc do diabla, poznajmy własną historię!
Comments