10 kwietnia 2010 roku - tej daty nikt nie zapomni bez względu na to czy jesteśmy w kraju czy poza krajem. Całe pokolenia polskich dzieci i nie tylko, będą się uczyć w szkołach na lekcji historii. I będą wobec tej daty tak samo bezradne, jak bezradni jesteśmy my dzisiaj.

    Czy te wydarzenia pozwolą nam coś zrozumieć i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Instynktownie oczekujemy, że zarówno dobre dni, triumfy, jak i tragedie narodu będą nieść jakieś przesłanie. Będą coś znaczyć i czegoś uczyć.

    Śmierć przedstawicieli elity III Rzeczpospolitej, którzy lecieli uczcić pamięć zamordowanych przedstawicieli II Rzeczypospolitej i zginęli blisko miejsca, gdzie rozegrał się dramat sprzed 70 lat? Wszyscy szukamy odpowiedzi na to pytanie bezradnie opuszczamy głowy, nasze ręce i stoimy w milczeniu.

    Wspólnota milczenia kryje odpowiedź. W tym właśnie momencie, w tej chwili uświadamiamy sobie, jak pozorne i drugorzędne są nasze codzienne kłótnie i polityczne podziały. Jak bliscy są nam także nasi przeciwnicy, czy oponenci z którymi spieraliśmy się o kształt polskich, jakże nam bliskich spraw. Jak bardzo będzie nam brakować tych, na których nie głosowaliśmy, ale którzy są razem z nami, są częścią tej samej wspólnoty w której każda jednostka, każdy człowiek jest tak bardzo ważny.

    Ta tragedia pod Smoleńskiem uczy nas, tych którzy są za granicą szczególnie, czym naprawdę jest naród.